1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Ćwierć wieku mniejszości niemieckiej w powojennej Polsce

Aureliusz M. Pędziwol6 września 2016

Jeszcze 30 lat temu ich istnieniu zaprzeczało zarówno państwo, jak i Kościół. Wkrótce jednak zaczęli się ujawniać. Polscy Niemcy obchodzą w tych dniach swoje pierwsze legalne ćwierćwiecze w powojennej Polsce.

https://p.dw.com/p/1Jvw8
Polen Dobrzeń Wielki/Groß Döbern - Deutsche Minderheit in Polen
Dwujęzyczne tablice miejscowości na Śląsku OpolskimZdjęcie: DW/A. Marek Pędziwol

– Znaliśmy się przez płot. „Dzień dobry”. „Do widzenia”. Nie miałem zielonego pojęcia o tym, że był Niemcem, ponieważ tego nie dało się w żaden sposób wyczuć. A nazywał się Król – mówi dziennikarz Leszek Myczka, do niedawna dziennikarz TVP Opole, dziś internetowego portalu mniejszości niemieckiej w Dobrzeniu Wielkim „Grupa Lokalna Balaton”. Płot stał w Gogolinie, gdzie Myczka zamieszkał w połowie lat osiemdziesiątych.

„Taki dobry Polak, a Niemiec?”

Któregoś dnia, „bodajże w 1988 roku”, dowiedział się, że sąsiad jest Niemcem i nazywa się Johann Kroll. W 1990 roku stał się pierwszym przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim (TSKN), a jego syn Henryk rok później został posłem mniejszości niemieckiej na Sejm. – Potem także moi koledzy zaczęli się ujawniać jako Niemcy. Z reguły, jak i w wypadku Krolla, budziło to moje zdziwienie – wspomina Myczka. – Bo… taki dobry Polak, a tu nagle okazywało się, że Niemiec – przyznaje.

Henryk Wróbel, wójt Dobrzenia Wielkiego, miał wtedy dwadzieścia lat. – Trudno było przyznawać się do tego, że się jest Niemcem. Nie w Dobrzeniu, bo tu ludzie mieszkają ze sobą od wojny, niemieccy autochtoni i napływowi Polacy – tłumaczy. – Ale w Opolu to się raczej nie przyznawaliśmy.

Przełamywanie strachu

Początki na pewno były bardzo trudne, bo ci, którzy zaczęli tworzyć oficjalne struktury mniejszości niemieckiej, nie robili tego bez strachu – wspomina Ryszard Galla, od 2005 roku poseł mniejszości niemieckiej na Sejm. – Spotykali się na ulicy, pod osłoną nocy, żeby unikać podsłuchów – dodaje.

Polen Groß Döbern Leszek Myczka und Łukasz Kołodziej, Journalist und Herausgeber des Internet-Portals „Grupa Lokalna Balaton“
Leszek Myczka i Łukasz Kołodziej z portalu „Grupa Lokalna Balaton“Zdjęcie: DW/A. Marek Pędziwol

Jego zdaniem ludzie nie wierzyli, że mniejszość będzie mogła legalnie funkcjonować w Polsce. – A o czymś takim jak ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych nawet nie śnili.

Wszakże przez całą epokę PRL nawet nauczanie języka niemieckiego w szkołach było na Opolszczyźnie zakazane. – Wskutek tego ludzie z mojego pokolenia bardzo słabo znają język niemiecki – ubolewa wójt z Dobrzenia Wielkiego, wyjaśniając, że ma 48 lat.

Zazdrość większości

Jednak w 1989 roku Polska zaczęła się szybko zmieniać i wszystko to stało się rzeczywistością. A gwarantami bezpieczeństwa dla ujawniających swoją niemiecką tożsamość stały się takie autorytety jak arcybiskup Alfons Nossol czy senator Dorota Symonides. Ale bodźce, żeby się ujawniać, pojawiły się już nieco wcześniej. – Trzeba przyznać obiektywnie, że za tym szły także pewne przywileje: podwójne obywatelstwo, paszporty, możliwość uzyskania pracy w Niemczech – mówi Roman Kolek, wicemarszałek opolski z mniejszości.

Początkowe zdziwienie przeszło w zazdrość – wyznaje Myczka. Nie wie czy powszechną, ale nie on jeden zazdrościł tego, że ci z mniejszości mogli wyjeżdżać w ten inny, normalny świat i tam pracować za godziwą płacę.

„Przywileje” mniejszości

Wielu w końcu wyjechało na stałe. Mniejszość stała się więc mniej liczna. Ale wciąż jednak jeszcze istnieje i jest widoczna. Tam, gdzie żyje ich co najmniej 20 procent, polscy Niemcy mają tablice z niemieckimi nazwami swoich miejscowości i mogą posługiwać się swoim językiem w urzędach. – A przede wszystkim mają to dobrodziejstwo, jakim jest możliwość uczenia się języka niemieckiego jako ojczystego – podkreśla poseł Galla.

Polen Oppeln Sejmabgeordneter Ryszard Galla
Poseł Ryszard Galla reprezentuje w Sejmi mniejszość niemiecką od 2005 rokuZdjęcie: DW/A. Marek Pędziwol

Z tych przywilejów mniejszości największy sprzeciw w większości wzbudzają tablice. Czasami aż do tego stopnia, że są zamalowywane. Przeciwny jest im także wiceprezydent Opola Marcin Rol. Jednak jeszcze mniej podoba mu się prawo wyboru posłów do Sejmu bez pokonywania pięcioprocentowego progu wyborczego na obszarze całego kraju. – Gdyby rząd niemiecki wprowadził podobne rozwiązania dla Polaków żyjących w Niemczech, to byłaby pewna równowaga i moglibyśmy na ten temat dyskutować – tłumaczy.

Polak, Niemiec czy Ślązak?

W tych dniach polscy Niemcy obchodzą w Opolu 25-lecie utworzenia ich najważniejszej organizacji: Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych ZNSSK. Ale choć minęło już ćwierć wieku, okazuje się, że członkowie mniejszości niemieckiej wciąż mają problem z samookreślaniem się. – Jestem Polakiem pochodzenia niemieckiego ale przede wszystkim jestem Ślązakiem – mówi jednym tchem Łukasz Kołodziej, radny mniejszości niemieckiej w Dobrzeniu Wielkim i szef Myczki z internetowego portalu.

„Przede wszystkim Ślązaczką” czuje się także Joanna Hassa, rzecznik prasowa TSKN. Wielu nie mówi o sobie nawet tyle. – Mam wrażenie, że dziś, w epoce globalizacji, młodzi ludzie już nie czują potrzeby określania, czy są Polakami, Niemcami czy Ślązakami – wyjaśnia Hassa.

M jak Mniejszość

Skok na mniejszość

Przedstawiciele mniejszości widzą, że nastroje w społeczeństwie się zmieniły i to za sprawą „partii rządzącej”. Dla mieszkańców czterech podopolskich gmin (Dąbrowy, Dobrzenia Wielkiego, Komprachcic i Prószkowa) ucieleśnieniem tego rozwoju jest decyzja rządu z 19 lipca o powiększeniu ich kosztem obszaru miasta. – To był przede wszystkim skok na kasę – ocenia poseł Galla. To zresztą jest jasne: Gmina Dobrzeń Wielki straci elektrownię „Opole” przynosząca jej rocznie ponad połowę budżetu. A gmina Dąbrowa pozbawiona zostanie przygotowanych przez nią terenów inwestycyjnych, niedawno włączonych do Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Ale to był także skok na niemiecką mniejszość: – Okazało się, że przy tej okazji bardzo mocno zostały naruszone zapisy ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych – wskazuje poseł Galla.

Gmina Prószków zadecydowała już w tej sprawie o złożeniu skargi do Trybunału Konstytucyjnego.

„Musisz się wypisać”

– Dzisiaj mamy sytuację trochę inną, niż wtedy, gdy przynależność do mniejszości przynosiła wymierne korzyści. Uważam jednak, że nie ma powodu, by to ukrywać – mówi wicemarszałek Kolek. – Dlatego że w związku z tymi dobrymi doświadczeniami życia społecznego w zgodzie większości z mniejszością, przedstawiciele mniejszości niemieckiej postrzegani są jako rzetelni, dobrzy i wiarygodni partnerzy.

Nie wszyscy jednak są tego tak bardzo pewni. – Słyszę ciągle od swych rodziców: „Musisz się wypisać z tej mniejszości, bo nie wiadomo, co się będzie działo” – zdradza Joanna Hassa. Ona sama „aktualnie” takich obaw nie ma. Ale na pytanie, czy zdarzyło jej się bać, odpowiada: – Mieliśmy taką sytuację, że dwóch młodych ludzi zamalowało nam samochód, wymalowało swastyki i zniszczyło jakąś tablicę przed budynkiem. A jak uciekali, to zgubili kastet.

Aureliusz M. Pędziwol