1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Kto za, kto przeciw?

27 kwietnia 2011

Spór o projekt Stuttgart 21, czyli o zastąpienie dworca czołowego podziemnym dworcem przelotowym, ma zostać rozstrzygnięty w drodze referendum. Czy oznacza to zmianę w niemieckim modelu demokracji przedstawicielskiej?

https://p.dw.com/p/114EG
Eine Wählerin gibt am Sonntag (14.10.2007) ihren Stimmzettel zum Hamburger Volksentscheid zur Stärkung der direkten Demokratie ab. Seit dem Morgen sind in der Hansestadt 201 Abstimmungslokale geöffnet, in denen die Bürger persönlich ihre Stimme abgeben können. Bislang haben sich bereits 379 160 (Stand: 12. Oktober 1400) Hamburger per Briefwahl beteiligt. Um das erforderliche Quorum von 50 Prozent aller Wahlberechtigten zu erreichen, sind mindestens 607 468 nötig. Sollte die Zahl erreicht werden, müssen zudem mindestens zwei Drittel der Bürger mit Ja gestimmt haben, um die Verfassung zu ändern und so Volksentscheide verbindlich zu machen und die Quoren zu senken. Foto: Kay Nietfeld dpa/lno +++(c) dpa - Bildfunk+++
Zdjęcie: picture-alliance/dpa

Celem każdego referendum jest uzyskanie odpowiedzi "Tak" lub "Nie" na pytanie będące jego przedmiotem. Ustawa Zasadnicza dopuszcza przeprowadzenie referendum na szczeblu federalnym tylko w przypadku nowego podziału Niemiec na kraje związkowe. Tak było w roku 1996, gdy w Berlinie i Brandenburgii zorganizowano plebiscyt w sprawie połączenia obu landów w nowy kraj związkowy. Nieznaczna większość berlińczyków głosowała wtedy na "Tak"; ale zdecydowana większość wyborców z Brandenburgii opowiedziała się przeciwko takiemu rozwiązaniu i projekt upadł.

Referendum po niemiecku


W Republice Federalnej Niemiec obowiązuje system demokracji przedstawicielskiej, co różni ją na przykład od Szwajcarii, której system polityczny, oparty na referendach i inicjatywach, jest najbardziej zbliżony do pełnej demokracji bezpośredniej. W Niemczech elementy takiego modelu demokracji utrzymano tylko na szczeblu lokalnym, obwarowując je wymaganiami, które sprawiają, że ta forma podejmowania decyzji stanowi raczej wyjątek, niż regułę.

Pro-Euro posters with text "Vote YES" are covered with graffiti and word "No" in Swedish, voicing the outcome of the referendum, Monday, 15 September 2003, a day after the Swedes voted against adopting a common European currency, the Euro, by a wide margin. Foto: Jessica Gow dpa
Szwedzi wypowiedzieli się w referendum ludowym przeciwko wprowadzeniu euro.Zdjęcie: picture-alliance/ dpa/dpaweb

Aby wynik referendum stał się obowiązującym prawem, zgodnie z Ustawą Zasadniczą musi w nim wziąć udział przynajmniej 25 procent osób uprawnionych do głosowania, przy czym przynajmniej 25 procent z nich powinno głosować na "Tak". W rezultacie bardzo rzadko wynik referendum przesądza o przyjęciu rozwiązania będącego jego przedmiotem.

Dowodem na to są liczne przykłady plebiscytów, które przyciągnęły większą uwagę niemieckiej opinii publicznej. Tak było w kwietniu 2008 roku, w którym mieszkańcy Berlina mieli się wypowiedzieć na temat planowanego zamknięcia historycznego lotniska Tempelhof w centrum miasta. Zwolennicy zachowania lotniska nie zdołali zmobilizować wystarczającej liczby uczestników plebiscytu i ponieśli porażkę.

W kwietniu następnego roku, także w Berlinie, zorganizowano referendum poświęcone wprowadzeniu do szkół obowiązkowego nauczania religii. Przeciwko nauce religii opowiedziało się ponad 50 procent uczestników referendum. Niecała połowa była "Za". Ponieważ stanowili tylko 16 procent uprawnionych do głosowania, a więc mniej niż obowiązujące 25 procent, referendum niczego nie zmieniło.

Inaczej było w Bawarii w roku 2010, kiedy uczestnicy referendum zgodzili się na wprowadzenie zakazu palenia papierosów we wszystkich lokalach gastronomicznych oraz w tym samym roku w Hamburgu, gdzie wskutek ważnego referendum władze wycofały się z projektu wprowadzenia sześcioletniej szkoły podstawowej.

Jak to będzie po Stuttgarcie?

Referendum w sprawie budowy nowego dworca centralnego w Stuttgarcie zasługuje na szczególną uwagę nie tylko dlatego, że ma zadecydować o przyszłości największego projektu infrastrukturalnego w całej Europie, ale także - a może przede wszystkim - dlatego, część niemieckich polityków widzi w nim zapowiedź zmian w obecnym modelu demokracji przedstawicielskiej.

Ein Gegner des Bahnprojekts Stuttgart 21 lässt sich am Donnerstag (30.09.2010) in Stuttgart im Schlossgarten nach einem Pfefferspray-Einsatz der Polizei die Augen mit Wasser auswaschen. Mit einem Großaufgebot hat die Polizei am damit begonnen, einen Teil des Schlossgartens abzusperren. Dort sollen in der Nacht zum Freitag die ersten von insgesamt 300 Bäumen gefällt werden. Mehrere tausend Demonstranten protestierten gegen die geplante Abholzung. Foto: Uwe Anspach dpa/lsw
Brutalność policji zwiększyła szeregi przeciwników nowego dworca w StuttgarcieZdjęcie: picture-alliance/dpa

Ta wyjątkowo droga inwestycja wzbudziła taką falę protestów, nasiloną dodatkową brutalną akcją policji wobec przeciwników nowego dworca, że mimo późniejszej akcji mediacyjnej, której formalnie nic nie można było zarzucić, zaważyła na wynikach wyborów do Landtagu Badenii-Wirtembergii.

Jeżeli planowane referendum zgromadzi wymaganą liczbę uczestników i doprowadzi do wycofania się przez władze landowe z budowy podziemnej stacji kolejowej, można mniemać, że podobny los mógłby spotkać inne, nielubiane w społeczeństwie, inwestycje, takie jak nowe autostrady, lotniska czy linie energetyczne. Niewykluczone jednak, że są to obawy na wyrost.

Arne Lichtennberg / Andrzej Pawlak

Red. odp.: Iwona D. Metzner