1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

NATO. Coraz szybszy wzrost wydatków zbrojeniowych

14 lutego 2024

Ponad połowa krajów NATO osiągnie w tym roku próg 2 proc. PKB wydatków na obronność. Sojusz debatuje, czy formalnie przejąć od „grupy Ramstein” część koordynacji pomocy zbrojeniowej dla Kijowa.

https://p.dw.com/p/4cOXh
Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg
Sekretarz generalny NATO Jens StoltenbergZdjęcie: Virginia Mayo/AP/picture alliance

– W tym roku 18 państw NATO wyda na obronę 2 proc. swojego PKB. W 2024 roku członkowie Sojuszu w Europie zainwestują łącznie 380 miliardów dolarów w obronność. Po raz pierwszy będzie to stanowić 2 proc. ich łącznego PKB – poinformował Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, w środę [14.2.2024]. W połowie zeszłego roku NATO informowało, że próg 2 proc. PKB osiągało tylko 11 z liczącego obecnie 31 państw Sojuszu. Teraz do tej grupy dołączają Niemcy z prognozowanymi wydatkami obronnymi na poziomie 2,01 PKB w 2024 roku. Polska w ubiegłym roku wydała na to około 3,9 proc. PKB, a teraz planuje 4,1 proc. PKB.

Stoltenberg ogłosił nowe liczby tuż przed rozmowami około 50 krajów – zajmującej się dozbrajaniem Ukrainy – „grupy Ramstein” (z powodu niedomagania amerykańskiego sekretarza obrony Lloyda Austina niemal w ostatniej chwili zmieniono ich format na telekonferencję) oraz czwartkowym posiedzeniem ministrów obrony.

Groźby Trumpa

Cieniem nad obradami kładą się niedawne słowa Donalda Trumpa radykalnie podważające zobowiązanie NATO do wzajemnej obrony. Dzisiaj Stoltenberg przypomniał, że gdy na szczycie Sojuszu z 2014 roku podejmowano zobowiązanie do zwiększana wydatków na obronność do 2 proc. PKB, to ten pułap osiągały tylko trzy kraje. A europejskie państwa NATO wydawały wówczas na obronność tylko 1,47 proc. swego łącznego PKB.

Donald Trump chce wrócić do Białego Domu
Donald Trump chce wrócić do Białego DomuZdjęcie: Manuel Balce Ceneta/AP/picture alliance

Politycy i eksperci spierają się, na ile zwiększenie wydatków obronnych w NATO to osiągnięcie Trumpa, który gwałtownie na to naciskał jako prezydent USA, a teraz grozi, że w razie ponownej elekcji nie pospieszy z pomocą państwom wydającym za mało na obronę. Ale ile w tym zbyt powolnego, ale sukcesywnego dostosowywania wydatków do nowych warunków po aneksji Krymu, co zaczęło się już przed Trumpem.

– Nigdy nie możemy brać pokoju za pewnik. Nie ma jednak bezpośredniego zagrożenia militarnego dla żadnego z członków Sojuszu. NATO będzie nadal dbać, by w Moskwie nie było miejsca na błędne kalkulacje. Dbać o gotowość i determinację do ochrony sojuszników – podkreślał dziś Stoltenberg. A pytany o parasol nuklearny w Sojuszu, przekonywał o skuteczności strategii odstraszania opartej na amerykańskiej broni częściowo rozmieszczonej w paru krajach NATO łącznie z siłami nuklearnymi Wlk. Brytanii oraz Francji. – Tak czy inaczej w razie nowej prezydentury Trumpa będziemy nieustannie wpatrywać się w Twittera, czy Biały Dom z nagła nie ogłasza wycofywania się z Europy – przyznał niedawno wysoki dyplomata państwa, które spełnia wymogi 2 proc. PKB.

Kto ma zarządzać pomocą dla Ukrainy?

– Nie oczekuję, że Sojusz na swym szczycie w Waszyngtonie [w lipcu 2024 roku] wystosuje zaproszenie dla Ukrainy do członkostwa. Spodziewam się, że sojusznicy będą w stanie tam zasygnalizować, że NATO staje się coraz bliższe Ukrainy. I że podejmujemy konkretne kroki, które mają służyć za pomost między tym, gdzie jesteśmy teraz, a pełnoprawnym członkostwem Ukrainy w NATO – powiedziała wczoraj Julianne Smith, ambasadorka USA przy NATO. Jednak choć prawie cała zagraniczna pomoc zbrojeniowa dla Ukrainy pochodzi z krajów NATO, to nadal formalnie jest koordynowania przez „grupę Ramstein” koordynowaną przez USA (nazwa pochodzi miejsca pierwszego spotkania w basie USA w Niemczech), a nie przez Sojusz, bo w 2022 roku były przeciwne Niemcy, Francja, ale i Amerykanie. Chodziło o uniknięcie podejrzeń o bezpośrednie zaangażowanie Sojuszu w konflikt. 

Ukraińscy żołnierze w Doniecku
Ukraińscy żołnierze w DonieckuZdjęcie: Diego Herrera Carcedo/Anadolu/picture alliance

Ale teraz między krajami Sojuszu trwają debaty, czy NATO nie powinno przejąć sporej części zadań koordynacyjnych w pomocy dla Ukrainy. Najchwytliwsza interpretacja tych zabiegów wskazuje na przygotowania do czasów nowej prezydentury Trumpa. Jednak jeden z naszych zachodnich rozmówców w kwaterze Sojuszu podkreśla, że raczej chodzi o instytucjonalne wsparcie Sojuszu dla „naprawdę mnóstwa pracy koordynacyjnej” w długiej wojnie obronnej z Rosją. – To pokazałoby Putinowi, że jesteśmy gotowi do długoterminowej pomocy. Ale trudno sobie wyobrazić, by NATO miało bezpośrednio przejąć zadanie dostaw broni dla Ukraińców – tłumaczy nasz rozmówca. Decyzji nie będzie w tym tygodniu, a Stoltenberg – pośrednio potwierdzając trwające dyskusje o przyszłości formatu „grupy Ramstein” – podkreślał, że najważniejsze jest zwiększania dostaw dla Ukrainy bez względu na formę organizacyjną.

– Wszyscy jesteśmy rozczarowani, że ofensywa rozpoczęta przez siły ukraińskie w zeszłym roku nie przyniosła większych postępów. Jednocześnie nie powinniśmy zapominać, że nawet jeśli linia frontu się nie zmieniła, Ukraińcy byli w stanie faktycznie zaatakować za liniami rosyjskimi, zarówno na lądzie, jak i niszcząc zdolności lotnicze. A także nadal niszczą części rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, a to pokazuje umiejętności ukraińskich sił zbrojnych – powiedział Stoltenberg.

Europejczycy, zarówno na forum NATO, jak i UE, przekonują, że obecnie „jedynym planem B” w sprawie amerykańskiej pomocy dla Kijowa zablokowanej w Kongresie USA jest „jeszcze mocniejsze naciskanie na plan A”. A zatem publiczne komunikowanie, że Ukraina nie poradzi sobie bez Amerykanów. – Jakiekolwiek publiczne rozmowy o planie rezerwowym Europy zmniejszyłby presję polityczną, co nie pomogłoby prezydentowi Bidenowi w przekonywaniu Kongresu – wyjaśnia jeden z dyplomatów NATO. O ile Europa ma potencjał, by zastąpić wsparcie finansowe USA, to teraz nadal nie byłoby w stanie w pełni zastąpić pomocy zbrojeniowej.

Przedstawiciele państw NATO spotkali się wczoraj z Thierry’m Bretonem, komisarzem UE ds. rynku wewnętrznego i przemysłu, który pilotuje działania Unii zmierzające do rozkręcenia produkcji amunicji dla Ukrainy. Już teraz wiadomo, że kraje UE dostarczą Ukrainie tylko niewiele ponad połowę amunicji artyleryjskiej, którą obiecały zapewnić jej do marca tego roku. Jednak Breton podkreśla, że Unia do grudnia zdoła zwiększyć swoją produkcję do ponad miliona sztuk amunicji rocznie. –  Zaangażowanie Unii w obronność nadal ma na celu przede wszystkim wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego w perspektywie długoterminowej, a nie szybkie wzmocnienie zdolności wojskowych. UE musi skupić więcej uwagi i zasobów na krótkoterminowych priorytetach – pisze Luigi Scazzieri, ekspert z Centre for European Reform.

Niemcy chcą być gotowe na wojnę