Społeczeństwo

Niemiecka szkoła. Fakty i mity o zatrudnianiu Polaków

W Niemczech brakuje nauczycieli. W lutym br. po spotkaniach przedstawicieli brandenburskiej oświaty i szczecińskiej uczelni prasa pisała o niemal pewnej odsieczy Polaków. Znawcy tematu studzą emocje.

Deutschland Unterricht auf Sorbisch in Cottbus (picture-alliance/dpa/P. Pleul)

Prognozy dotyczące branży były niepokojące na długo przed falą imigracyjną 2015-2016, z którą według danych UNICEF do Niemiec przybyło 350 tysięcy dzieci. Wielu niemieckich nauczycieli jest w wieku przedemerytalnym - informuje raport Konferencji Ministrów Edukacji (KMK), dostępny na portalu branżowym. Deficyt do 2025 r. na wschodzie i zachodzie to odpowiednio 27 i 38 proc. Niemcy postawili na ofensywę i pozyskiwanie kadr z zewnątrz.

Kampania z miernym skutkiem

Tylko w liczącej 2,4 mln mieszkańców Brandenburgii problem z nauczycielami jest gigantyczny. W internecie można znaleźć informatory skierowane bezpośrednio do Polaków. Do obsadzenia jest co najmniej tysiąc etatów rocznie, a od 2020 nawet 2,6 tys., z czego 380 od zaraz, z zarobkami w wys. 2,6 tys. euro brutto i statusem urzędnika. W bazie oczekują 92 podania Polaków. Jednak od września ub.r. zatrudniono jednego polskiego nauczyciela. Franfurckiemu kuratorium udało się w ostatnich lat pozyskać 30 Polaków.

– Mimo dotychczasowych starań w Brandenburgii pracuje ich tylko 71 – przyznaje Antje Grabley, rzeczniczka prasowa tamtejszego Ministerstwa Oświaty.

Deutschland Flüchtlingskinder in Grundschule in Frankfurt an der Oder (picture-alliance/dpa/P. Pleul)

Monika Szafrańska doskonale odnalazła się w roli nauczyciela (Frankfurt n. Odrą, SP im. Astrid Lindgren)

 

Dawniej elita, dziś kasta pariasów

Jednak drenaż pedagogiczny w Niemczech należy widzieć w szerszym kontekście. Zdaniem Andrzeja Grodzkiego, kierownika Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Kolonii, pomysł werbowania Polaków skończy się podobnym fiaskiem, jak nabór do niemieckiej policji. – To mrzonka. Dzisiaj nauczyciele to kasta pariasów – praca jest trudna, stresogenna i nie wiąże się już ze stabilizacją – twierdzi Grodzki. To, że Niemcy wykorzystują tzw.“Verbeamtung” (nadanie statusu i przywilejów urzędniczych) jako wabik, świadczy jego zdaniem o tym, że faktycznie podstawieni są pod ścianą. Popyt na nauczycieli jest tak duży, że w mediach opisywane są przypadki "podkupywania” kadry między krajami związkowymi.

ZOBACZ >> Wakaty w poszczególnych krajach związkowych

Makroekonomia i niekompatybilność systemów

Sprowadzaniu do Niemiec polskich nauczycieli nie sprzyja dobry klimat gospodarczy. Wg danych Federalnego Urzędu Statystycznego obroty handlowe Niemiec z Polską w rekordowym 2016 r. to 101,3 mld euro. W Polsce powstają centra operacji biznesowych, gdzie potrzebni są pracownicy z biegłą znajomością niemieckiego, zarabiający ok. 5,4 tys. zł netto (mediana), a 25 proc. zatrudnionych nawet 9 tys zł. – 2,6 tys. euro, zaznaczmy brutto, to za mało by zaczynać wszystko od zera w Niemczech – twierdzi Grodzki.

Dużym problemem jest też niekompatybilność obu systemów kształcenia. W Niemczech najpierw studiuje się kierunek nauczycielski, a następnie dwa przedmioty wiodące. W Polsce przeciwnie – dziedzinę, potem pedagogiczną “nadbudówkę”. – Zapewniamy możliwość studiowana drugiego przedmiotu już na miejscu – wyjaśnia rzeczniczka. – Wówczas jednak w grę chodzi praca na część etatu i niższa pensja.

Na bezrybiu i rak ryba? Niekoniecznie

– To alternatywa dla szczególnie ambitnych, na początku kariery – mówi Małgorzata Waluch-Kufen, Polka od lat mieszkająca w Nadrednii Północnej-Westfalii, której dyplom studiów lingwistycznych i historycznych w Toruniu nie został w Niemczech nostryfikowany. Pracowała w kilku niemieckich placówkach, na czas określony, jako tzw. personel pomocniczy. – Studiowałam germanistykę, ale na dyplomie mam lingwista, a tego nie przewidują tutejsze standardy – tłumaczy. Jej zdaniem Niemcy zamiast liczyć na świeżą krew, powinni wykorzystać potencjał polskich pedagogów, którzy od lat już są w Niemczech.

Anna Rurarz bez problemu znalazła pracę w niemieckiej szkole

Anna Rurarz bez problemu znalazła pracę w niemieckiej szkole

–  Dla Niemców liczy się przede wszystkim znajomość języka – mówi Anna Rurarz, absolwentka KUL, która pracowała w jednej z drezdeńskich podstawówek. Jej historia potwierdza, że niemiecka oświata jest gotowa na znaczne ustępstwa. – Dostałam pracę w trakcie nostryfikacji dyplomu. Jednak już nawet samo wypełnianie aplikacji online, byłoby skomplikowane także dla niej, przyznaje.

 

Nadzieja w polskich studentach. Najlepszych studentach

W styczniu 2017, porozumieniu ze szczecińską uczelnią ws. współpracy w kwestii kształcenia kadry nauczycielskiej, sekundował Thomas Drescher – sekretarz stanu w ministerstwie oświaty Brandenburgii, oraz rektor USZ prof. Edward Włodarczyk. – Inicjatywa wyszła ze strony niemieckiej – mówi prorektor ds. kształcenia USZ, dr hab. Jacek Styszyński. – Doszło do wymiany myśli i konsensusu ws. "etapowego wdrażania planu". Nie podpisano żadnych wiążących umów, mimo to m.in. „Berliner Zeitung”, odtrąbił sukces, co zaskoczyło nieco polską stronę. Tymczasem jednym konkretnym ustaleniem była wymiana studentów w ramach istniejącego już programu „Erasmus +”.

Jacek Stryszynski Professor Universität Stettin

dr hab Jacek Styszyński, prorektor ds. kształcenia USZ

–  Znajomość niemieckiego wśród naszych studentów kierunków niefilologicznych jest słaba, a to jest podstawa – przyznaje prorektor. Co ciekawe, choć wg raportu Instytutu Goethego w Polsce języka niemieckiego uczy się aż  94 proc. uczniów, bardzo dobrą znajomość niemieckiego deklaruje już tylko 5 proc. dorosłych. Według prorektora jest to największe zagrożenie dla współpracy z niemiecką oświatą.

Do sprawy z pragmatyczną ostrożnością podchodzi Joanna Misiukajtis, kierownik Działu Spraw Międzynarodowych USZ, która nie stawia na szybkie zmiany. – My przede wszystkim trzymamy się wytycznych Ministerstwa Oświaty RP i kształcimy nauczycieli na polski rynek. Moim zadaniem jest umiędzynarodowienie studiów – mówi Misiukajtis, która liczy na spotkania ws. konkretów – na przykład utworzenia listy niemieckich placówek, do których wyśle na praktyki swoich studentów. Statystycznie jest coraz mniej chętnych do zagranicznych staży.  

Agnieszka Rycicka

Redakcja poleca

Linki

Albanian Shqip

Amharic አማርኛ

Arabic العربية

Bengali বাংলা

Bosnian B/H/S

Bulgarian Български

Chinese (Simplified) 简

Chinese (Traditional) 繁

Croatian Hrvatski

Dari دری

English English

French Français

German Deutsch

Greek Ελληνικά

Hausa Hausa

Hindi हिन्दी

Indonesian Bahasa Indonesia

Kiswahili Kiswahili

Macedonian Македонски

Pashto پښتو

Persian فارسی

Polish Polski

Portuguese Português para África

Portuguese Português do Brasil

Romanian Română

Russian Русский

Serbian Српски/Srpski

Spanish Español

Turkish Türkçe

Ukrainian Українська

Urdu اردو