1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Brexit odroczony do jesieni

11 kwietnia 2019

Szczyt UE zgodził się w nocy na odsunięcie brexitu na 31 października. Emmanuel Macron skrócił o połowę czas odroczenia proponowany przez Donalda Tuska. Ale nie zdołał przeforsować rozwodu z Londynem już w czerwcu.

https://p.dw.com/p/3GaOK
Belgien Brexit-Gipfel in Brüssel | Theresa May, Premierministerin von Großbritannien
Zdjęcie: picture-alliance/dpa/S. Rousseau

Porozumienie 27 krajów Unii i brytyjskiej premier Theresy May ogłoszono tuż przed godziną drugą w nocy z środy na czwartek. Unijny szczyt przesunął datę wyjścia Wlk. Brytanii z UE z 12 kwietnia na 31 października. Ale jeśli Brytyjczycy zdołają wcześniej ratyfikować umowę rozwodową, to także wcześniej wyjdą z Unii. Jednak jeśli nie zatwierdzą umowy - a zatem i pozostaną w UE - do 23 maja (na co stanowczo się teraz zanosi), będą mieć obowiązek przeprowadzenia majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Gdyby tego nie zrobili, zostaliby usunięci z Unii już 1 czerwca. – Eurowybory w Wlk. Brytanii wyglądają dziwnie. Jednak zasady są zasadami – powiedział szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Donald Tusk i Theresa May
Donald Tusk i Theresa MayZdjęcie: picture-alliance/AP Photo/O. Hoslet

Czy to ostatnie odroczenie brexitu? – Jestem zbyt stary, by wykluczać różne scenariusze – tak Donald Tusk uchylał się ostatniej nocy od jednoznacznej odpowiedzi. Przyznał, że jego „prywatnym cichym marzeniem” jest rezygnacja Brytyjczyków z rozwodu z Unią. – Do końca października Wlk. Brytania pozostaje krajem członkowskim Unii z wszystkimi prawami. Zachowuje też prawo do odwołania brexitu – powiedział Tusk po zakończeniu obrad. Podczas czerwcowego posiedzenia Rady Europejskiej ma zdać relację z ewentualnych postępów w ratyfikacji umowy brexitowej, ale to będzie wyłącznie – pozbawiony znaczenia prawnego – gest polityczny, który pomógł przełknąć ugodę francuskiemu prezydentowi Emmanuelowi Macronowi. Ten bowiem opierał się odraczaniu brexitu do jesieni. - Jestem zadowolony, że prezydent Macron zgodził się na nasz kompromis – powiedział Tusk. A do Brytyjczyków apelował, by nie zmarnowali danego im dodatkowego czasu.

Szarża Macrona

Premier Theresa May poprosiła w ostatni piątek o odłożenie brexitu do końca czerwca, ale Tusk – chcąc uniknąć dalszego odraczania rozwodu na raty – zaproponował odwleczenie rozwodu aż o rok, by dać Brytyjczykom dość czasu na „przemyślenie strategii brexitowej”. Na szczycie przedłożona przez Tuska i Junckera data 1 kwietnia 2020 r. cieszyła się znacznie mniejszym poparciem od 31 grudnia 2019 r., na który były gotowe zgodzić się niemal wszystkie kraje Unii. Jednak tuż przed godz. 23 samotnej szarży przeciw tak długiemu odroczeniu podjął się Macron, forsując – paradoksalnie w zgodzie z pierwotną prośbą May – plan, by wyjście Brytyjczyków z Unii odbyło się najpóźniej z końcem czerwca.

Do Francuza - wprawdzie półgębkiem - dołączyli Austriacy, Luksemburczycy, Belgowie. Jednak kanclerz Angela Merkel obstawała przy „rozsądnie długim czasie” dla Brytyjczyków. – Tematem tego szczytu przestaje być Wlk. Brytania, a zaczyna być Francja. A przede wszystkim ambicje jej prezydenta – tak około północy obrady komentował jeden z rozeźlonych zachodnich dyplomatów. A wysoki urzędnik UE narzekał, że Macron „wkłada rękę w brytyjskie mrowisko” zamiast pozwolić Brytyjczykom spokojnie dojść do ładu w sprawie montowania większości w Izbie Gmin na rzecz umowy brexitowej.

Prezydent Francji Emmanuel Macron
Prezydent Francji Emmanuel MacronZdjęcie: Reuters/E. Plevier

Spór między krótkim odroczeniem brexitu (postulowanym przez Macrona) a wielomiesięcznym odłożeniem rozwodu miał źródło m.in. z różnych poglądach na najskuteczniejszą taktykę w celu osiągnięcia ratyfikacji umowy brexitowej przez Londyn. Francuzi przekonywali, że groźba szybkiego – bardzo kosztownego gospodarczo - wyjścia z UE bez zatwierdzonej umowy będzie mobilizować Izbę Gmin. Natomiast inni, w tym Niemcy czy Holendrzy, ostrzegali, że aż taka presja ze strony Brukseli tylko rozjątrzy konflikty w Londynie, jeszcze bardziej sparaliżuje rząd May i skończy się brexitową klapą. A m.in. dla Polski dłuższe odsunięcie brexitu jest – podobnie jak dla Tuska – podtrzymywaniem szans na odwołanie rozwodu przez Londyn.

Macron ostatecznie zgodził się kompromisowo na brexit z końcem października (na szczycie wymagana jest jednomyślność). Londyn zobowiązał się do „lojalnej współpracy” i pomagania Unii w „osiąganiu jej celów”. To odnosi się m.in. do niesięgania po prawo weta podczas negocjacji o budżecie na lata 2021-27, które mogą zacząć się już w październiku.

Co dalej z umową brexitową

Unia nie zamierza zmieniać obecnego projektu umowy brexitowej, w którym Brytyjczycy gwarantują zachowanie obecnych praw obywateli Unii (w tym Polaków) mieszkających i pracujących w Wlk. Brytanii, obiecują sukcesywne regulowanie zobowiązań wobec budżetu Unii (40-60 mld euro). A także – to główny powód kłopotów z ratyfikacją – godzą się na nadzwyczajne rozwiązania w celu uniknięcia pobrexitowych kontroli na granicy między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. Jednak Unia – jak Tusk przypomniał po szczycie – jest gotowa na renegocjacje „deklaracji politycznej” o przyszłych relacjach UE-Londyn, która jest dołączona do umowy brexitowej.

Właśnie na temat renegocjacji tej „deklaracji” trwają  w tych dniach rozmowy między May i przywódcą opozycji Jeremym Corbynem. Gdyby wpisano do niej stałą unię celną z UE (Bruksela jest na to gotowa), to zwiększyłoby szanse na ratyfikację w Izbie Gmin dzięki głosom labourzystów. Niektórzy przywódcy UE nadal wierzą w możliwość powtórnego referendum w Wlk. Brytanii, które mogłoby rozstrzygnąć o losach brexitu.