1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Johnson idzie na ustępstwa ws. brexitu

16 października 2019

Boris Johnson na dwa tygodnie przed wyjściem Brytyjczyków z UE zaczął mocno ustępować Brukseli. Ale czy nie zerwie kompromisu? Czy zdoła go przepchnąć przez Izbę Gmin? I czy obędzie się bez odroczenia rozwodu?

https://p.dw.com/p/3RMQl
Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson
Premier Wielkiej Brytanii Boris JohnsonZdjęcie: Großbritannien Premierminister Boris Johnson

Wyjście Wlk. Brytanii z Unii jest nadal planowane na koniec października. Gdyby odbyło się na podstawie umowy brexitowej, to automatycznie zacząłby się – przeznaczony na wynegocjowanie traktatu handlowego - okres przejściowy (nawet do 2022 r.), podczas którego Brytyjczycy funkcjonowaliby w Unii na obecnych zasadach, ale bez prawa głosu w instytucjach UE. A gdyby doszło do brexitu bez umowy, to już od listopada stosunki między Wlk. Brytanią i UE gwałtownie spadłby z poziomu ściśłej integracji unijnej do – przewidujących cła – zasad Światowej Organizacji Handlu. Czy uda się zatrzymać taki bardzo kosztowny scenariusz? W ten czwartek o tym ma decydować szczyt UE w Brukseli.

Londyn był od dawna gotów zaakceptować prawie całą – zawierającą m.in. gwarancje praw obywateli UE w Wlk. Brytanii - umowę brexitową, którą w zeszłym roku wynegocjowała ówczesna premier Theresa May. Gorący sprzeciw budził tylko irlandzki „bezpiecznik” (backstop), którego celem jest uniknięcie pobrexitowych kontroli granicznych między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. Brak tych kontroli to element porozumień pokojowych z lat 90., a odtworzenie infrastruktury granicznej (budki celników, kamery) mogłoby – zdaniem wielu ekspertów – prowadzić do radykalizacji, przemocy politycznej, zamieszek. O ile żadnych sporów nie wywołuje brak kontroli ludzi przekraczających granicę, to propozycje co do uniknięcia kontroli towarów były głównym powodem już trzykrotnego odrzucenie umowy brexitowej przez Izbę Gmin i w rezultacie doprowadziły do dymisji Theresy May.

Kontrole na Morzu Irlandzkim?

Boris Johnson szedł po fotel premiera pod hasłami wyrzucenia „bezpiecznika”, ale jego rząd na początku tego tygodnia zaproponował Brukseli rozmowy nad rozwiązaniem bardzo podobnym do pierwszej wersji „bezpiecznika”, którą półtora roku temu Brytyjczykom zaproponowała… Unia. Obecnie pomysłem Johnsona na granicę w Irlandii jest bowiem zaprowadzenie wszelkich kontroli towarów „na Morzu Irlandzkim”, czyli między główną wyspą brytyjską a Irlandią Płn. W rezultacie np. kontener z chińską odzieżą podlegałby kontroli celnej oraz kontroli pod kątem unijnych norm towarowych przy przeprawie przez morze, a następnie mógłby już bez żadnych nowych kontroli być przewożony po całej wyspie irlandzkiej, a stamtąd – dzięki unijnemu wspólnemu rynkowi – nawet do Niemiec, Polski, Estonii.

Główny unijny negocjator ds. brexitu Michel Barnier
Główny unijny negocjator ds. brexitu Michel BarnierZdjęcie: Getty Images/J. Thys

Takie rozwiązanie wyodrębnia Irlandię Płn. pod względem prawno-gospodarczym z reszty Wlk. Brytanii i dlatego jako „uderzające w brytyjską suwerenność” było wcześniej zwalczane m.in. przez Johnsona, część torysów i przez irlandzkich unionistów. Jednak w tym tygodniu Londyn zaproponował kluczową modyfikację –Irlandia Płn. miałaby pozostać we wspólnym obszarze celnym z resztą Wlk. Brytanii pomimo granicy celnej na Morzu Irlandzkim. To jak żenienie wody z ogniem, ale – jak przekonują także brukselscy eksperci – jest wyobrażalne. Jedna z głównych opcji to zwroty unijnych ceł tym przedsiębiorcom, którzy tylko w Irlandii Płn. sprzedawaliby np. zawartość chińskiego kontenera (uprzednio oclonego na Morzu Irlandzkim).

Odzież to dość prosty przypadek, ale Michel Barnier, negocjator UE ds. brexitu, miał opisywać unijnym ambasadorom znacznie bardziej skomplikowany przykład cukru importowanego np. z Brazylii do pobrexitowej Wlk. Brytanii. Północnoirlandzcy przedsiębiorcy dostawaliby zwrot cła unijnego za ten cukier sprzedany u siebie, ale czy nie używaliby go potem do produkcji żywności wywożonej już bez ceł do reszty Unii? Jak ustrzec się takich nadużyć? To ostatniej nocy był jeden z głównych tematów rokowań wysłanników Johnsona w Brukseli. Jeśli zakończyłby się sukcesem do dzisiejszego (środowego) wieczora, to jutrzejszy szczyt UE mógłby zatwierdzić kompromis, a Johnson poddać go pod głosowanie Izby Gmin nawet już w tę sobotę.

Szkopuł w tym, że także ostatniej nocy brytyjskie media donosiły o niezadowoleniu części torysowskich posłów z szykujących się dużych ustępstw Johnsona co do granicy irlandzkiej. A to oznacza, że premier nie może być pewny uniknięcia powtórki problemów Theresy May – negocjacyjnego „sukcesu” w Brukseli odrzuconego przez brytyjski parlament. Tyle, że jeśli Johnson zorientowałby się dziś albo jutro, że nie ma szans na wygrane głosowanie w Izbie Gmin, to w przeciwieństwie do taktyki May zapewne – jak przewidują unijni dyplomacji – zerwałby rokowania w Brukseli.

Odroczenie brexitu?

Jeśli dojdzie do ugody między Londynem i Brukselą, to szczyt UE i tak będzie musiał zdecydować, czy nie trzeba „technicznego” odroczenie brexitu np. o miesiąc, by m.in. dać Parlamentowi Europejskiemu czas na ratyfikację. Natomiast jeśli nie będzie kompromisu, to Izba Gmin będzie wymuszać na Johnsonie realizację uchwały zobowiązującej go do poproszenia o odłożenie brexitu, by uniknąć rozwodu bez żadnej umowy. Do takiego, przykładowo trzymiesięcznego, odroczenia trzeba by jednomyślnej zgody wszystkich krajów Unii. Zanosi się, że udzieliłby jej zwłaszcza, gdyby dodatkowy czas miał być wykorzystany przez Brytyjczyków na przedterminowe wybory lub powtórne referendum brexitowe.

Brexit. Czego obawiają się mieszkańcy Irlandii Północnej?