Krzysztof Jung w Muzeum Gejowskim w Berlinie: artysta wierny sobie

Muzeum Gejowskie w Berlinie prezentuje prace Krzysztofa Junga, przedwcześnie zmarłego malarza, rysownika i performera. Jest to pierwsza wystawa polskiego artysty w tym muzeum.

Tylko raz szerszy krąg publiczności miał okazję obejrzeć kilka prac Krzysztofa Junga – w 2010 roku, na Ars Homo Erotica w Muzeum Narodowym w Warszawie. Wystawa była sensacją. Po raz pierwszy w kraju dawnego bloku wschodniego tematem wystawy były wątki homoerotyczne i to w tak renomowanym muzeum, do tego w kraju, w którym do dzisiaj za skandalizujące uważane są „erotyczne” prace, czego przykładem jest obecna awantura wokół „Kobiety jedzącej banany” Natalii Lach-Lachowicz i „Pojawienia się Lou Salome” Katarzyny Kozyry wystawianych w Galerii Sztuki MNW.

Prekursor polskiego Gay Art i performance

Krzysztof Jung (1951-1998) nie dawał się zaszufladkować. – Uważał się nie za gejowskiego artystę, tylko za artystę, którego seksualność jest częścią jego twórczości – mówi w rozmowie z Deutsche Welle Wolfgang Theis, kurator wystawy i współzałożyciel berlińskiego Muzeum Gejowskiego (Schwules Museum).

Inspirowany pracami Davida Hockneya "Śpiący II", 1979

Podobnie nie można zaszufladkować twórczości Junga. – Był świetnym rysownikiem, bardzo dużo rysował. Nurtowały go różne problemy i szukał dla nich formy. To, co było takie absolutnie nowatorskie, to jego działania. Nie nazywał ich performance, bo uważał, że to amerykanizacja, mówił o nich jako o działaniach parateatralnych – tłumaczy żyjąca od 1981 r. w Berlinie inicjatorka wystawy, germanistka Dorota Krawczyk-Janisch, zaprzyjaźniona z Jungiem od lat studenckich i zarządzająca na życzenie artysty jego spuścizną.

Krzysztof Jung (1951-1998) był absolwentem warszawskiej ASP. Już w swojej pracy dyplomowej „Wizualne i niewizualne aspekty przestrzeni”, pokazanej później w galerii Repassage przy Uniwersytecie Warszawskim, użył jednego z najważniejszych elementów swoich działań – bawełnianych nici. Raz krępują ruchy jak kokon, innym razem omotane nimi nagie ciała są symbolem związków międzyludzkich i wyrazem poszukiwań artysty: „Przemiany”, „Miłość”, „Kokonienie”, „Rozmowa”. Ale działania uliczne Junga były też jego komentarzem do aktualnych wydarzeń, choćby „Całopalenie IV. Epitafium uliczne pamięci Jana Palacha” w maju 1979 czy reakcja na ogłoszenie stanu wojennego „Caprichos XIII – Gdy rozum śpi, budzą się upiory”. 13 grudnia 1981 galeria Repassage, dotąd centrum życia artysty, została bezpowrotnie zamknięta.

Kurator wystawy Wolfgang Theis i Dorota Krawczyk-Janisch

Równie nowatorskie było tematyzowanie przez Junga homoseksualizmu, fascynacji męskim ciałem. W 1932 r. z polskiego prawa zniknęły wprawdzie kary grożące za utrzymywanie kontaktów seksualnych z osobami tej samej płci, ale nie znaczy to, że homoseksualizm był tolerowany. Wystarczy przypomnieć akcję „Hiacynt” z listopada 1985, kiedy milicja urządziła regularną łapankę na gejów. Także w społecznej świadomości homoseksualizm długo był tabu. Tym większym novum były prace Junga – jego narcystyczne autoportrety, młodzi, nadzy mężczyźni, pożądanie. Nie obnosił się ze swoim homoseksualizmem, ale go też nie ukrywał. Był po prostu wierny sobie. – Krzysztof nie był typem wojującym, zresztą to były inne czasy, ruch LGTB w Polsce zaczął się dopiero znacznie później. Nie deklarował się, był sobą – mówi Dorota Krawczyk-Janisch.

Nie wiedzieliśmy nic

Podczas swoich licznych podróży, głównie do Berlina, Sztokholmu i Paryża, przez rozproszonych po świecie przyjaciół Jung poznał polskie środowisko emigracyjne, m.in. Czesława Miłosza, Witolda Lutosławskiego, Zbigniewa Herberta, Józefa Czapskiego czy Konstantego A. Jeleńskiego. Wielu z nich portretował na łamach wówczas emigracyjnych, paryskich „Zeszytów literackich”, z którymi był związany do śmierci.

Autoportret z niebieskim drzewem, lata 80.

Gros prac Krzysztofa Junga pozostaje nieznanych szerszej publiczności. Gros jest rozproszonych po prywatnych zbiorach lub spoczywa w muzealnych magazynach, tak jak pokazywane w Berlinie rysunki, wśród nich autoporterety i męskie akty wydobyte przez przyjaciół z depozytu warszawskiej APS. Krzysztof Jung zmarł w Warszawie na ciężki atak astmy, 5 października 1998. Miał 47 lat.

– Cieszymy się, że możemy pokazać rysunki tego znakomitego artysty. Koncentrujemy się zawsze na Zachodzie, a o tym, co się dzieje na wschodzie Europy, długo nie mieliśmy pojęcia. Nie wiedzieliśmy nic – przyznaje samokrytycznie kurator Wolfgang Theis. – Przygotowaliśmy też opisy rysunków po polsku, obok niemieckiego i angielskiego, w nadziei, że przyjdzie je obejrzeć także wielu Polaków – dodaje.

Wystawa „Krzysztof Jung. Rysunki” czynna jest w Muzeum Gejowskim  (Schwules Museum) w Berlinie do 1 lipca 2019. Towarzyszy jej obszerna publikacja „Krzysztof Jung. Akt męski”. 


Śledź nas