1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Niemiecka prasa: Jak w epoce najgłębszego stalinizmu

Monika Skarżyńska12 stycznia 2013

Dzisiejsza prasa zajmuje się wyrokiem sędziego Tuleyi oraz problemami w ustanowieniu Nagrody im. Adama Włodka.

https://p.dw.com/p/17J0P
Symbolbild Justiz Gericht Gesetz Bild: Fotolia/22 North Gallery #40258731
Zdjęcie: Fotolia/22 North Gallery

„Chudy, krótkowidz w grubych szkłach, ze zbyt ciężkim łańcuchem na kołnierzu togi” — w ten sposób dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung opisuje Igora Tuleyę, sędziego orzekającego w głośnej sprawie kardiochirurga Mirosława G. Jak podkreśla gazeta, Tuleya zaatakował urząd, „który odgrywa w Polsce szczególną rolę” — Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), powołane do życia w 2006 roku za kadencji braci Kaczyńskich.

„Tuleya, który od tygodnia jest głównym bohaterem wiadomości telewizyjnych, w uzasadnieniu wyroku powiedział coś, co dla zagorzałych antykomunistów pokroju Kaczyńskich musi być najcięższą obrazą: to, co robiło CBA budzi wspomnienie stalinizmu”, komentuje FAZ. Dziennik przypomina kulisy sprawy Mirosława G., której wykrycie „świętowano pod rządami Kaczyńskiego jako spektakularny sukces”. Na oskarżonym kardiochirugu ciążył zarzut korupcji i umyślnego zabójstwa. Sędzia Tuleya potwierdził zarzut korupcji, uwolnił jednak oskarżonego od zarzutu umyślnego zabójstwa. „Ważniejsze jednak było to, co powiedział przy okazji uzasadnienia wyroku” — komentuje FAZ — „Rygorystyczne metody CBA przypominały mu epokę stalinizmu”. Uwaga wywołała w Polsce burzliwą debatę, stwierdza dziennik pisząc, że: „Liberalne środowisko, dla którego Jarosław Kaczyński jest czy tak czy owak uosobieniem diabła, honoruje sędziego jako odważnego człowieka, który >>nie daje sobie dmuchać w kaszę i nazywa rzeczy po imieniu>>. Natomiast ówcześni sojusznicy Kaczyńskich są oburzeni”. Subtelną drogę wybrał natomiast były szef MSW Ludwik Dorn, konstatuje FAZ: „Odwrócił stalinowską metaforę Tuleyi mówiąc, że dzięki tej uwadze walka z korupcją w Polsce przeżyła swój Stalingrad; po tych oskarżeniach żaden z policjantów nie będzie już gotowy ryzykować głową w walce z korupcją i łapówkarstwem”.

Demony przeszłości nie śpią

W centrum zainteresowania dziennika Die Welt znajduje się „nietypowy pojedynek: testament kontra akta UB”. Mowa o planowanym przez Wisławę Szymborską konkursie literackim dla młodych poetów. „Biedną poetką noblistka nie była”, stwierdza gazeta; planowana nagroda 12 tys. — „dla biednych poetów to bardzo dużo” — miała nosić imię Adama Włodka, mało znanego poety, do 1954 roku męża Szymborskiej.

Formalności związane z konkursem leżały w gestii byłego sekretarza noblistki Michała Rusinka. „Demony przeszłości jednak nie śpią” — stwierdza Die Welt. Dziennik dość szczegółowo przybliża niemieckiemu czytelnikowi aferę związaną z opublikowaniem przez publicystę Macieja Gawlikowskiego tekstu donosu z 1952 roku, jaki Adam Włodek złożył w 1952 roku na innego literata, Macieja Słomczyńskiego. Afera jest w Polsce znana i była już po wielokroć omawiana, pisze Die Welt. Co jednak w niej istotne, to to, że jak komentuje dziennik: „Debata odsłania niechęć polskich intelektualistów do poważnego traktowania akt UB jako materiału źródłowego. Naświetlony został jednak też inny aspekt: może Włodek nie zadenuncjował wspólnego znajomego jako czujny komuninista, tylko jako zazdrosny mąż? Czy jest możliwe, że Szymborska nic nie wiedziała o dyskusji, już przed laty toczonej w telewizji? Nikt nie może zarzucić Instytutowi Książki, że wycofał się z konkursu. W jednym ze swoich najbardziej znanych wierszy Wisława Szymborska pisała: >>Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek. Już tego dowieść nie zdąży<<. Kraków będzie musiał dać sobie czas; nawet, jeżeli wielu rzeczy nie można już w tej sprawie udowodnić”.

Monika Skarżyńska

red. odp.: Elżbieta Stasik