Polskie rodziny zastępcze w RFN. W tle spór o Jugendamty

Nadrenia Północna-Westfalia mobilizuje Polaków do opieki zastępczej, ale zainteresowanie jest znikome. Nie służy temu atmosfera skandalu wokół działalności Jugendamtów w Niemczech.

– Jugendamt – to słowo nie ma ostatnio dobrych notowań w Polsce. Szczególnie za sprawą oskarżeń w mediach o celową „germanizację” polskich dzieci – wprowadził mocną tezą w temat spotkania dziennikarz Tomasz Kycia, któremu powierzono poprowadzenie  giełdy informacyjnej w siedzibie ministerstwa ds. rodziny Nadrenii Północnej-Westfalii w Duesseldorfie.

– Tym bardziej, że niektóre formułowane w mediach zarzuty wobec Jugendamtów są tak irracjonalne, że nie można ich odpierać rzeczowymi argumentami – dodaje Thorsten Klute, pełnomocnik rządu Nadrenii Północnej-Westfalii ds. obywateli polskiego pochodzenia i Polonii w Niemczech. Tu w roli współgospodarza spotkania. W kuluarach przyznaje, że najbardziej boli go krzywdzące przypisywanie dzisiejszemu Jugendamtowi praktyk stosowanych przez nazistów. 

– Ale proszę państwa, w tym spotkaniu chodzi nie o to, by wykazać, że Jugendamty działają bez zarzutu. Chcemy wesprzeć ideę rodzicielstwa zastępczego - zapewnia Kycia. – A państwa traktujemy jako multiplikatorów idei – dodał z kolei Klute.

Kontaktbörse für polnischsprachige Familie in NRW

Thorsten Klute ma opinię poplecznika Polaków w RFN

Chociaż informacja o wydarzeniu ukazała się w polonijnym dwutygodniku „Samo Życie”, a trzystronicowa lista chętnych jest zapisana maczkiem, na spotkanie dotarło niewiele osób. Dominują polskojęzyczni dziennikarze i przedstawiciele organizacji polonijnych. Czy dlatego, że spotkanie odbywa się w środku tygodnia o godz. 14:00?

W wydarzeniu nie uczestniczy też ani jedna polskojęzyczna rodzina zastępcza. – Zapraszaliśmy, ale ostatecznie odmówili, zasłaniając się ochroną prywatności – tłumaczy Thorsten Klute.

Czy to tylko czysta dyplomacja?

 – Nie proszę państwa - mówi Thorsten Klute, intuicyjnie wyprzedzając pytanie o związek tego spotkania ze skargą na Jugendamty. Pod koniec listopada Parlament Europejski uchwalił rezolucję ws. transgranicznych sporów o dzieci. Eurodeputowani skrytykowali w niej „niewystarczające porady i prawne wsparcie“ niemieckich urzędów.

–  Od lat ściśle współpracujemy w tym zakresie z Konsulatem RP w Kolonii – zapewnia niemiecki pełnomocnik, który ma w Niemczech opinię wielkiego sprzymierzeńca Polski. Socjaldemokrata biegle mówi po polsku.

Partnerstwo potwierdza też konsul generalny w Kolonii Jakub Wawrzyniak. Choć zaledwie od trzech miesięcy sprawuje swój urząd, robi wrażenie szczerze oddanego sprawie. – Mnie również chodzi głównie o to, by inicjatywa dotarła do jak najszerszych kręgów – zapewnia dyplomata. Mówi o sporym potencjale rodzicielskim wśród 600-tysięcznej polonijnej społeczności Nadrenii Północnej-Westfalii. – W większości są to rodziny dobrze zintegrowane, ale i tu niestety czasami potrzebna jest interwencja Jugendamtu – ripostuje Thorsten Klute.

Kontaktbörse für polnischsprachige Familie in NRW

Konsul generalny RP w Kolonii Jakub Wawrzyniak: Zajmę się sprawą

Brakuje rodzin

Obecna na spotkaniu Imka Buettner z Jugendamtu w westfalskim powiecie Lippe, która od lat zajmuje się tematem pieczy zastępczej przyznała, że problem dotyczy nie tylko polskojęzycznych rodzin, ale ogólnie brakuje rodzin chętnych do współpracy z Jugendamtem.

Przekonywała, że nie chodzi o zaakceptowanie obecności urzędnika Jugendamtu w życiu rodzinnym, ale o to, że przesuwa się wiek wchodzenia niemieckiego społeczeństwa w rodzicielstwo. Ta tendencja jest jeszcze bardziej wyraźna w miastach. Thorsten Klute szacuje, że tylko w Nadrenii Północnej-Westfalii brakuje kilkuset, o ile nie tysięcy takich rodzin.

Gorąca dyskusja

Po wysłuchaniu wykładów prowadzonych przez praktyków nieliczna, ale za to nieprzypadkowa publiczność zadawała pytania urzędnikom, którzy zaprzeczyli „skłonności urzędu” do częstszych ingerencji w przypadku rodzin imigrantów. – Narodowość nie ma znaczenia, najważniejsze to ochronić dziecko – zapewniała wielokrotnie Petra Reintke, przemawiająca w imieniu ewangelickiej organizacji Diakonie z Duesseldorfu. 

– Uwierzcie mi, najgorszą rzeczą jest pójście do rodziny i powiedzenie „zabieramy wam dziecko” – mówi Jan Fries, przedstawiciel Jugendamtu w Nadrenii. – Jugednamty są przede wszystkim po to, aby wspierać i umacniać rodzinę biologiczną, a nie kraść dzieci – przekonuje. – Ale cóż, można robić najlepszą robotę, ale to patologiczne przypadki rozdmuchiwane są przez media - dodaje z żalem.

Jedna z uczestniczek spotkania skrytykowała kampanię Diakonie z udziałem gejowskiej rodziny zastępczej, adresowaną do społeczności polskojęzycznej. Jaki jest sens tego typu zabiegów, skoro „niezależnie od tolerancji społecznej dla homoseksualizmu”, rodziny jednopłciowe nie są w Polsce powszechnie uznanym modelem rodziny? – pytała.

– W Niemczech mamy zróżnicowaną strukturę społeczną i chcieliśmy odzwierciedlić tę różnorodność w naszym przekazie – bronił kampanii Boris Wellsow z Diakonie. – To nie była kampania na rzecz par jednopłciowych - tłumaczył.

Trudna sztuka przekonania nieobecnych

Jak w takim razie przekonać nieprzekonanych, skoro na takich spotkaniach mówi się niemal do pustych ścian? – A czego się pani spodziewała? Tłumów? – pyta retorycznie w kuluarach lekko poirytowany Thorsten Klute. – To nie jest jak wybrać się na stadion, dlatego osobiście nie spodziewałem się tłumów – kwituje. – Moim celem było zaproszenie multiplikatorów, którzy poniosą temat dalej, do swoich środowisk, organizacji, wspólnot – wylicza polityk. – Z doświadczenia wiem, że to jest naprawdę skuteczne.

Obejrzyj wideo 01:03
Teraz
01:03 min
WIDEO DNIA | 05.01.2018

Czy Niemcy boją się Jugendamtu tak jak Polacy? [SONDA]