1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Sprawa Chaszodżdżiego. Nietykalna Arabia Saudyjska?

20 października 2018

Rijad potwierdził oficjalnie śmierć saudyjskiego dziennikarza, który miał zginąć "w czasie kłótni" w saudyjskim konsulacie w Stambule. Sprawa ta poważnie nadszarpnęła reputację Arabii Saudyjskiej. ANALIZA

https://p.dw.com/p/36qzF
Turecki policjant przed konsulatem Arabii Saudyjskiej w Stambule
Turecki policjant przed konsulatem Arabii Saudyjskiej w StambuleZdjęcie: picture-alliance/AA/A. Bolat

Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde nie przyjedzie do stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadu aby wziąć udział w zaplanowanej na koniec października konferencji inwestorów. Jeszcze kilka dni temu Lagarde oświadczyła, że chce uczestniczyć w tym spotkaniu, ale teraz ostatecznie z tego zrezygnowała. Dlaczego, tego jej rzecznik nie wyjaśnił. Obserwatorzy wiążą jej rezygnację z podobnymi zapowiedziami wielu znanych polityków międzynarodowych, którzy też nie chcą być widziani w Rijadzie.

W czwartek 18 października swój udział w konferencji w Rijadzie odwołali ministrowie finansów Holandii Wopke Hoekstra i Francji Bruno Le Maire, który uzasadnił swą decyzję "niesprzyjającymi okolicznościami". Także amerykański minister skarbu Steven Mnuchin ogłosił na Twitterze, że nie będzie w niej uczestniczył.

Swoje plany zmienili także liczni czołowi przedstawiciele z przemysłu i świata finansów. Do Arabii Saudyjskiej nie udadzą się prezesi takich wielkich banków jak HSBC, Standard Chartered i Credit Suisse. Media informują, że podobną decyzję podjął prezes banku JP Morgan oraz prezesi Forda i Ubera. Inni uznają swój wyjazd do Rijadu za sprawę wciąż otwartą. Szef koncernu Siemensa Joe Kaeser poinformował, że w najbliższych dniach zadecyduje, czy przyjedzie do Arabii Saudyjskiej. Jak wyjaśnił dalej, zniknięcie Chaszodżdżiego jest poważną sprawą, ale "jeśli przestaniemy rozmawiać z krajami, które poszukują swoich zaginionych obywateli, to możemy spokojnie zostać w domu, bo wtedy z nikim nie będziemy mogli rozmawiać".

Saudyjski dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi, publikujący m.in. w "Washington Post", wszedł 2 października do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule żeby załatwić formalności związane ze ślubem ze swą turecką narzeczoną, po czym ślad po nim zaginął. Władze tureckie podejrzewają, że został on zamordowany w konsulacie, a jego ciało zostało poćwiartowane, wywiezione i gdzieś ukryte. Chaszodżdżi zany był z krytycznych wypowiedzi na temat rządów saudyjskiego następcy tronu. Władze w Rijadzie dopiero w sobotę (20.10.18) przyznały ofiacjalnie, że Chaszodżdżi zginął w trakcie "kłótni" w konsulacie.

"Nie możemy postępować z Arabią Saudyjską tak, jak nam się żywnie podoba"

Kaeser poruszył w ten sposób pewien dylemat, dostrzegany także przez polityków. - Nie możemy postępować z Arabią Saudyjską i saudyjskim dworem królewskim tak, jak nam się żywnie podoba, tylko musimy zachowywać się w sposób dopasowany do zaistniałej sytuacji - powiedział w wywiadzie dla radia Deutschlandfunk Jürgen Hardt z partii CDU specjalizujący się w polityce zagranicznej. Politycy muszą przecież także rozmawiać z tymi kolegami z innych krajów, z których poglądami i postępowaniem się nie zgadzają, a czasem nawet całkowicie je odrzucają.

Co prawda Arabia Saudyjska zabiega o zbliżenie między Izraelczykami i Palestyńczykami, powiedzał  Hardt, ale równocześnie w Jemenie walczy po stronie rządowej z rebeliantami naruszając przy tym na dużą skalę, jak można przypuszczać, prawo międzynarodowe. - Z tego względu mamy nadzwyczaj ambiwalentny obraz Arabii Saudyjskiej - dodał. - To, co w ostatnich dniach wydarzyło się w sprawie Chaszodżdżiego, i o czym być może dowiemy się jeszcze w najbliższym czasie, uzupełni ten obraz o dodatkowe szczegóły i nie jest wykluczone, że wtedy Europa będzie zmuszona skorygować swoją politykę wobec Arabii Saudyjskiej - oświadczył polityk CDU.

Arabia Saudyjska bardzo się liczy na arenie międzynarodowej

Gdyby tak się stało, miałoby to ogromne znaczenie. Arabia Saudyjska od lat stara się zaprezentować Zachodowi jako partner polityczny, na którym można polegać. Nie tylko zgłosiła swą gotowość do pośredniczenia w konflikcie bliskowschodnim, ale chce także uczestniczyć w walce z islamistycznymi terrorystami. Arabia Saudyjska odgrywa również ważną rolę w wojnie domowej w Syrii jako przeciwwaga dla Iranu, który z kolei w znacznym stopniu zwiększył swoją obecność i wpływy w Syrii. Z tego względu dla Zachodu Arabia Saudyjska ma dużą wartość polityczną.

Saudyjski następca tronu książę Muhammad ibn Salman jest szczególnie ważnym partnerem dla Amerykanów, powiedział przebywający na emigracji w Niemczech saudyjski książę Khalid ibn Farhan. W wywiadzie dla Deutsche Welle ibn Farhan wyraził opinię, że "Amerykanie nie mogą sobie pozwolić na to, aby zrezygnować z tak łatwo dających się sterować i poddawać się amerykańskim wpływom ludzi takich, jak Muhammad ibn Salman". Dlatego też podróż amerykańskiego sekretarza stanu Mike'a Pompeo do Rijadu służyła, jak twierdzi ibn Farhan, przede wszystkim temu, żeby "utrzymać następcę tronu u władzy i w ten sposób móc realizować dalej amerykańskie plany wobec niego".

 Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w rozmowie z księciem Muhammadem ibn Salmanem
Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w rozmowie z księciem Muhammadem ibn SalmanemZdjęcie: picture-alliance/dpa/SPA

Petrodolary i inwestorzy

Saudyjska rodzina królewska dysponuje skutecznym środkiem nacisku ekonomicznego w postaci ropy naftowej. Jest jej największym eksporterem na świecie i codziennie sprzedaje 7 mln baryłek ropy. Jednak już dziś globalne zapotrzebowanie na ropę przewyższa ofertę państw OPEC. Nałożone niedawno na Iran sankcje sprawią, że podaż ropy zmniejszy się o około 1,7 mln baryłek. Gdyby wskutek afery Chaszodżdżiego stosunki Zachodu z Arabią Saudyjską uległy pogorszeniu, to ta mogłaby w rewanżu zmniejszyć eksport ropy naftowej. Doprowadziłoby to od razu do wzrostu ceny ropy. Przypomina to słynny kryzys naftowy z 1973 roku, wywołany zmniejszeniem eksportu ropy przez państwa OPEC w odpowiedzi na wybuch wojny izraelsko-arabskiej w październiku i proizraelską postawę w tym konflikcie zajętą przez USA i państwa Europy zachodniej. W ciągu zaledwie kilku dni cena byryłki ropy podskoczyła od 3 do 12 dolarów, co dało początek światowej recesji gospodarczej.

Arabia Saudyjska jest jednak nie tylko największym eksporterem ropy na świecie, ale także ważnym inwestorem. Tylko w USA ma obligacje o wartości prawie 170 mld dolarów. Gdyby je sprzedała, odsetki na rynku obligacji poszłyby w górę, co miałoby negatywny wpływ na politykę finansową administracji prezydenta Trumpa.

Arabia Saudyjska i świat arabski

Arabia Saudyjska ma bardzo silną pozycję w świecie arabskim. W wojnie domowej w Jemenie przewodzi międzynarodowej koalicji przeciwko rebeliantom z ruchu Huti, który koalicjanci oskarżają o współpracę z największym rywalem Arabii Saudyjskiej, czyli z Iranem. Ta wojna przyniosła śmierć tysiącom cywilów, a miliony zmusiła do opuszczenia swoich domostw.

Arabia Saudyjska jest ważnym sojusznikiem represyjnych reżimów, takich jak choćby w Egipcie, w walce z opozycyjnymi wobec nich ruchami, także świeckimi. Przykładem tego mogą być masowe protesty społeczne w Egipcie w styczniu 2011 roku. Z drugiej strony Arabia Saudyjska pokazała, że potrafi bezpardonowo walczyć o swoje interesy w Katarze i nałożyć na niego dotkliwe sankcje gospodarcze, co nastąpiło latem 2017 roku za zbliżenie Kataru z Iranem i za kontakty z Bractwem Muzułmańskim.

W aferze Chaszodżdżiego Katar dostrzega szansę wydania Arabii Saudyjskiej wojny mediałnej. "Jeśli światowa opinia publiczna stwierdzi, że oficjalne placówki państwa saudyjskiego i jego rządu są zamieszane w to przestępstwo, to zauważy ona, że ma do czynienia z państwem zbójeckim", napisał w środę 17 października dziennik "Al-Araby al-jadeed" związany z działającą w Katarze rozgłośnią "Al-Jazeera". W dalszej części cytowanego artykułu czytamy: "Jest to rachunek za arogancję, którą okazał saudyjski reżim. Świat zrozumie teraz, z kim ma do czynienia w osobie księcia Muhammada ibn Salmana, a mianowicie z mężem stanu, który najprawdopodobniej skłamał w okropnej aferze, w związku z czym nie może teraz liczyć więcej na wiarygodność".

Nadzieja na nową kulturę polityczną

Arabia Saudyjska jest nadzwyczaj ważnym aktorem tak na scenie politycznej, jak i ekonomicznej. Jeśli wskutek afery Chaszodżdżiego przylgnie do niej opinia państwa zbójeckiego, to na pewno nie będzie to jej na rękę. Na razie rzuca groźby pod adresem swoich partnerów, ale już wkrótce zauważy, że - przynajmniej oficjalnie - tylko bardzo niewielu z nich zechce zasiąść z nią za jednym stołem. Jeśli ta afera nie ucichnie w ciągu paru dni, a oburzenie na udział w niej Arabii Saudyjskiej się utrzyma, to być może zmusi to ją do poważnego przemyślenia swej kultury politycznej.