1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW
PanoramaNiemcy

Sprawdzamy fakty. Jak się liczy protestujących w Niemczech?

Thomas Sparrow | Silja Thoms współpraca
25 stycznia 2024

Po wielkich demonstracjach przeciw skrajnej prawicy, które w ostatnich dniach miały miejsce we wszystkich regionach Niemiec, zaczęły się spory na temat ocen liczb protestujących. Ilu ich było? Jak ich liczyć?

https://p.dw.com/p/4bgK3
Demonstation gegen Rechts vor dem Reichstag
Wielkie protesty przeciw skrajnej prawicy w całych Niemczech. W Berlinie z pewnością demonstrowały dziesiątki tysięcy ludzi. A może były to setki tysięcy? Zdjęcie: Thomas Imo/photothek/picture alliance

Ilu ludzi rzeczywiście protestowało przeciw prawicowemu ekstremizmowi w Niemczech podczas ostatnich kilku dni? To, że było ich wielu, nie ulega wątpliwości. Oceny liczby uczestników tych demonstracji mogą wahać się od setek tysięcy do 1,4 miliona, w zależności od tego, gdzie się zajrzy czy kogo zapyta.

Również w poszczególnych miastach odnotowano znaczne różnice w ocenach liczby protestujących. W Berlinie organizatorzy mówili o 350 tysiącach uczestników demonstracji, podczas gdy policja oceniała ich liczbę na ponad sto tysięcy. W Monachium władze doliczyły się stu tysięcy demonstrantów, tymczasem organizatorzy twierdzili, że było ich ponad dwa razy więcej.

Te rozbieżności wywołały zwłaszcza wśród użytkowników mediów społecznościowych i skrajnie prawicowych polityków  wątpliwości co do dokładności takich szacunków. W czasie wzmożonych napięć w Niemczech stały się one czymś więcej niż po prostu liczbami. Są wykorzystywane jako część przekazu politycznego w celu promowania lub dyskredytowania znaczenia protestów.

Dlaczego liczby stały się tak kontrowersyjne?

Skrajnie prawicowi politycy i komentatorzy wykorzystali rozbieżności, by zakwestionować znaczenie poszczególnych demonstracji, w szczególności tej w Hamburgu na północy Niemiec, która została wcześniej zakończona z powodu zbyt wielkiego tłoku.

Lokalna policja podała, że gdy protest się zaczynał, w zgromadzeniu uczestniczyło około 30 tysięcy ludzi, podczas gdy agencja prasowa AFP relacjonowała później, że było ich około 50 tysięcy. Organizatorzy mówili zaś o 80 tysiącach. Wtedy skrajnie prawicowi politycy szybko skrytykowali te różnice, mówiąc o możliwej manipulacji.

Georg Pazderski, członek skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), przytoczył różne doniesienia na temat protestu, z szacunkami liczby uczestników wahającymi się od 30 tysięcy do 130 tysięcy. A potem powiedział, że „liczby i obrazy są fałszowane” i że było to „przedstawienie skierowane przeciwko prawicy".

Pazderski nie był jedynym politykiem skrajnej prawicy, który komentował liczbę protestujących. Team DW zajmujący się sprawdzaniem faktów przeanalizował i obalił podobne twierdzenia wygłaszane w tym tygodniu.

Deutschland Demo gegen Rechtsextremismus | Bremen
Demonstracja w Hamburgu. Trudno dokładnie ocenić, ilu ludzi wzięło w niej udział. Eksperci opowiadają się raczej za podawaniem rzędów wielkości niż liczb.Zdjęcie: Carmen Jaspersen/dpa/picture alliance

Dlaczego liczby różnią się tak bardzo?

Dane przedstawiane przez policję i organizatorów demonstracji różnią się często. Demonstracje przeciwko skrajnej prawicy nie były pod tym względem żadnym wyjątkiem. Rzecznik policji berlińskiej Martin Halweg powiedział dziennikowi „Der Tagesspiegel”, że w stolicy Niemiec dyskusje na temat takich rozbieżności „zdarzają się niemal codziennie”.

Ale w tym szczególnym kontekście politycznym i społecznym problem stał się bardziej widoczny także ze względu na samą liczbę protestów w całym kraju. W ciągu zaledwie kilku dni zwołano demonstracje w ponad stu miejscowościach w całych Niemczech, place i ulice wielkich miast zapełniły się, mnóstwo ludzi przychodziło i odchodziło.

To zaś szczególnie utrudnia władzom i organizatorom dokładne określenie, ile ludzi wzięło udział w takim proteście. I rzeczywiście, eksperci uważają, że dane te nie są niczym więcej, niż jedynie orientacyjnymi oszacowaniami lub przybliżonymi obliczeniami opartymi na różnych metodach.

Na oceny liczby uczestników mogą również mieć wpływ partykularne interesy. Podczas gdy organizatorzy protestów są w tej kwestii zwykle bardziej optymistyczni, szacunki policji często bywają ostrożniejsze, a czasami nawet je „zaniżają”. Te różnice odgrywają także rolę w ocenie powodzenia protestu.

Badania takie jak przeprowadzone przez Fundację imienia Konrada Adenauera wykazały, że „dla organizatorów protestów politycznych kwantyfikacja porównawcza jest zawsze formą kontroli sukcesu”.

Protesty przeciwko AfD

Jak obliczane są liczby protestujących?

Jedną z metod oceny liczby uczestników dużych demonstracji jest analiza zdjęć lotniczych wykonanych z helikopterów lub dronów. Dzięki nim można policzyć średnią liczbę osób na metr kwadratowy, a następnie ekstrapolować ją na cały obszar. Do sprawdzania nagrań wideo mogą być również używane programy komputerowe.

Innym sposobem jest ręczne liczenie ludzi. Według dziennika „Der Tagesspiegel” organizacja Fridays for Future, która pomagała zorganizować protest przeciw skrajnej prawicy w Berlinie, rozmieściła w określonych miejscach wolontariuszy, by liczyć uczestników demonstracji. Potem użyła map, żeby uzyskać ich łączną liczbę. Ale jak powiedziała rzeczniczka organizacji Samira Ghandour, „tam nie było ani początku, ani końca”, a ludzie byli kierowani na boczne ulice. To pokazuje fundamentalne wyzwania związane z szacowaniem frekwencji na protestach: kiedy, gdzie i jak robić takie obliczenia.

Prawdopodobnie inne wyniki by uzyskano, gdyby liczenie odbywało się na początku demonstracji, a inne, gdy była w pełnym toku i gromadziło się więcej ludzi. Liczby będą się różnić również w zależności od tego, czy skupimy się na centralnym miejscu protestu, czy uwzględnimy również ludzi na uboczu.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Nie ma jednego sposobu radzenia sobie z takimi wyzwaniami, ale według ekspertów ważne jest zrozumienie tego i komunikowanie, że to są działania nieprecyzyjne. Jeden ze specjalistów, Stephan Poppe z Uniwersytetu w Lipsku, zaleca, żeby nie używać dokładnych liczb, lecz w ich miejsce podawać przedział. Stacji Bayerischer Rundfunk powiedział, że byłoby to „uczciwsze” i „ważne dla dyskursu politycznego”.

W Niemczech planowane są kolejne protesty przeciwko prawicowemu ekstremizmowi. Debata na temat tego, jak i kiedy liczyć uczestników, będzie więc najpewniej kontynuowana.

Artykuł ukazał się pierwotnie nad stronach Redakcji Angielskiej Deutsche Welle