Unia szuka chętnych już tylko do dobrowolnej relokacji

Unia Europejska schowała głęboko do szuflady projekt nowej obowiązkowej relokacji uchodźców. Na stole negocjacyjnym leży już wyłącznie „rozwiązanie tymczasowe”, które polegałoby na dobrowolnych zobowiązaniach krajów UE.

Austriacka prezydencja w Radzie UE przedstawiła w czwartek (6.12.18) unijnym szefom MSW rezultaty konsultacji ze wszystkimi krajami Unii na temat polityki migracyjnej. Austriacy doszli do wniosku, że – choć pierwotnie taki był oficjalny cel Brukseli – nie ma żadnych szans, by Unia przed wyborami do Parlamentu Europejskiego z 2019 r. przyjęła reformę prawa azylowego w części dotyczącej dzielenia się odpowiedzialnością za migrantów (a zwłaszcza uchodźców), którzy docierają do granic zewnętrznych Unii.

Podczas konsultacji Rzym upierał się przy pomyśle, by rozdzielać między kraje UE wszystkich migrantów – bez dokonywania wstępnej oceny, czy należy im się azyl (tej dokonywano by dopiero po relokowaniu do innych państw Unii). A z kolei Węgry czy Polska nie były gotowe na żadną formę „elastycznej solidarności” (zamienianie obowiązku przyjęcia uchodźców na np. wpłaty na służbę graniczną), które nie pozwalałby całkowicie wykupić się od obowiązku relokacji.

Tylko jednomyślność

Na szczytach UE od 2016 r. powtarzano, że przy „reformie dublińskiej” (dotyczącej relokacji) powinna ona dążyć się do konsensusu, ale to nie było twarde prawne zobowiązanie. – Zgodnie z traktatami do przyjęcia rozdzielnika wystarczyłoby głosowanie większościowe w Radzie UE. Jednak przyjęcie tymczasowej, dwuletniej relokacji w 2015 r. bez jednomyślności okazało się tak toksyczne politycznie, że nie może być powtórki. Jednomyślność albo nic. Tak teraz odczytujemy także stanowisko Berlina. Trzeba zatem ten projekt odroczyć na daleką nieokreśloną przyszłość – tłumaczył przed kilku dniami zachodni dyplomata w Brukseli.

Z zamrożeniem reformy relokacyjnej  - po wielomiesięcznych oporach - pogodziła się także  Komisja Europejska, która wiosną 2016 r. przedłożyła projekt rozdzielnika skrojonego pod przyszłe kryzysy uchodźcze. Komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos już przed kilku dniami zwrócił się do krajów UE, by rozdzieliły pakiet siedmiu reform migracyjnych na pięć, które uda się przyjąć jeszcze przed eurowyborami, oraz resztę (z relokacją), które nie mają szans na akceptację.

- Wzywam Radę UE i Parlament Europejski, by w tej kadencji przyjął pięć z siedmiu reform z pakietu migracyjnego – powtórzył Awramopulos po dzisiejszym posiedzeniu Rady UE.

Minister Joachim Brudziński przekonywał w Brukseli, że niektóre kraje próbują przywracać obowiązkową relokację „tylnimi drzwiami”, jednak pomysłowi rozdzielenia pakietu migracyjnego sprzeciwiło się tylko osiem krajów UE. W efekcie reforma dublińska wędruje do zamrażarki. A jej zwolennicy tracą narzędzie politycznego nacisku, jakim było jej związanie w jednym pakiecie m.in. z reformami wzmacniającymi ochronę granic zewnętrznych. – Jednak trzeba ustanowić „rozwiązanie tymczasowe” wprowadzające główne elementy przyszłego rozporządzenia dublińskiego aż do czasu wejścia w życie nowego rozporządzenia dublińskiego – przekonywał komisarz Awramopulos w Brukseli.

Austriacy cieszą się ze swego „sukcesu”

- Musieliśmy wyjść z klinczu co do reformy dublińskiej. I udało się osiągnąć ruch w kierunku zupełnie nowego, pragmatycznego paradygmatu – powiedział szef austriackiego MSW Herbert Kickl po zakończeniu czwartkowej Rady UE. Projekt pisemnych wniosków przyszłotygodniowego szczytu UE, który udało nam się poznać, potwierdza nowy „paradygmat” – nie ma w nim ponagleń w sprawie reformy dublińskiej.

Kickl tłumaczył w czwartek pozostałym ministrom, że „rozwiązanie tymczasowe” musi być oparte na dobrowolności. – Chodzi o to, żeby uniknąć gorączkowego szukania ratunku z sytuacji, gdy we włoskim porcie stoi statek z rozbitkami i trzeba naprędce szukać chętnych do ich przyjęcia. Potrzebujemy zobowiązań na piśmie – tłumaczy jeden z unijnych ekspertów zaangażowanych w reformy migracyjne. Czy to ma być nowe rozporządzenie czy po prostu oficjalna deklaracja chętnych krajów?  - Zobaczymy, co zaproponuje rumuńska prezydencja w I półroczu 2019 r. – tłumaczy nasz rozmówca. Czy chętni do dobrowolnej relokacji mogą grozić reszcie, że bez gotowości do solidarności skończą poza jakimś nowym Mini-Schengen? – Kiedyś sugerowali to Holendrzy, ale to wydaje się teraz nierealistyczne – słyszymy w Brukseli.

Szefowie MSW nie zdołali w czwartek uzgodnić tempa i skali zwiększania unijnej straży granicznej Frontex. Komisja Europejska już we wrześniu zaproponowała, by zwiększyć liczbę unijnych funkcjonariuszy granicznych do 10 tysięcy. Kraje UE mają wobec tego planu m.in. zastrzeżenia finansowe.

Tomasz Bielecki, Bruksela