1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Uziemione boeingi 737 Max. Hiobowa wiadomość dla producenta

Andreas Spaeth
14 marca 2019

Uziemienie boeingów 737 Max 8 postawiło ich producenta w trudnej sytuacji. Nie wiadomo jakie będą skutki dwóch katastrof maszyn tego typu i czym się to wszystko skończy.

https://p.dw.com/p/3EyWN
Boeing 737 MAX 8
Boeing 737 MAX 8 Zdjęcie: Getty Images/S. Brashear

Jedyną szansą wyjaśnienia katastrofy boeinga 737 Max 8 etiopskich linii lotniczych jest analiza danych zawartych w jego czarnej skrzynce i rejestratorze dźwięków w kokpicie. Oba te urządzenia odnaleziono w poniedziałek 11 marca na miejscu wypadku. Użytkownik samolotu, linie  Ethiopian Airlines, poinformowały wczoraj, że do tej pory podjęto jedynie decyzję o zbadaniu ich w jednym z państw europejskich, ale nie wiadomo jeszcze w którym. Być może wyniki tego badania doprowadzą do ustalenia przyczyn wypadku.

Na razie jednak należy liczyć się z tym, że zajmie to sporo czasu, bo w tej chwili nie znamy jeszcze ostatecznych przyczyn podobnej katastrofy w Indonezji w październiku ub. roku. Nie ma w tym nic niezwykłego. Wiadomo z doświadczenia, że takie dochodzenie może trwać bardzo długo.

Subiektywne poczucie zagrożenia

Wszystko to stawia jednak firmę Boeing i amerykańską Federalną Administrację Lotnictwa (FAA) przed dużym problemem. Muszą pogodzić się z tym, że uczestniczący w katastrofie lotniczej  typ samolotu zostaje uziemiony do chwili wyjaśnienia jej przyczyn. Ostatnio, a nastąpiło to w 2013 roku, uziemiono boeingi 787 Dreamliner, w których płonęły akumulatory, a po raz pierwszy zastosowano ten środek bezpieczeństwa w 1979 roku wobec samolotów DC-10 produkowanych przez koncern McDonnel Douglas. W przypadku boeingów 737 serii Max sprawa komplikuje się przez to, że nakłada się na nią opinia towarzystw lotniczych i pasażerów, że są one niebezpieczne.

Jest ona tak silna, że zdecydowano się na uziemienie trzech czwartych floty maszyn boeing 737 Max 8 nieco większego modelu Max 9. Dotyczy to w sumie prawie 400 samolotów. Z czymś takim nigdy jeszcze nie mieliśmy do czynienia i wygląda to dziwnie, ponieważ znana z szybkiego i rygorystycznego zarazem sposobu działania Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) tym razem długo nie robiła nic. Mało tego,w nocy z wtorku na środę wydała ponownie oświadczenie, że boeingi serii Max są bezpieczne, i że nie widzi powodu, dla którego powinny zostać uziemione. Dopiero w środę wieczorem FAA ugięła się i wstrzymała loty tych samolotów także w USA. 

Pomiędzy uczuciami i faktami

Na ten krok już wcześniej zdecydowały się najrozmaitsze towarzystwa lotnicze na całym świecie, które eksploatują ten typ samolotu i Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA), które na wszelki wypadek wstrzymały przejściowo latanie nimi, gdyż jest w tej chwili jeszcze za wcześnie, żeby można było podać przyczynę katastrofy dwóch boeingów serii Max. Taką właśnie przyczynę swojej decyzji podała EASA, co może budzić zdziwienie ponieważ nigdy przedtem nie uziemiono samolotu jakiegoś typu tylko na podstawie subiektywnego wrażenia, że może on być niebezpieczny. Z drugiej strony nie można odnosić się lekceważąco do takiego uzasadnienia tego kroku, ponieważ ani linie lotnicze, ani EASA nie chcą podważyć zafufania ponad 4 mld pasażerów korzystających z usług najrozmaitszych towarzystw lotniczych rocznie. Właśnie na tym polegał największy dylemat Boeinga i FAA. 

Ale faktem jest także to, że uziemienie boeingów serii Max nie zaszkodzi w większym stopniu branży lotniczej, gdyż na świecie utrzymuje się wysoka nadpodaż samolotów pasażerskich, a większość linii lotniczych użytkuje inne typy boeingów 737 wcześniejszych generacji, którymi może zastąpić maszyny serii Max. Poza tym marzec nie jest akurat tym miesięcem, w którym ludzie latają najczęściej i w każdej chwili można znaleźć rezerwową maszynę. Nie mówiąc o tym, że boeingów 737 Max 8 jest w użyciu jeszcze stosunkowo niewiele i ich wypadnięcie z rozkładu lotów nigdzie nie stwarza większego problemu. W każdej chwili można zastąpić je którymś modelem z wersji Next Generation, których lata obecnie ok. 6 tys. 800 sztuk i nie są one zagrożone uziemieniem.

Na tym zdjęciu dobrze widać nieco inne zamocowanie silników
Na tym zdjęciu dobrze widać nieco inne zamocowanie silnikówZdjęcie: Getty Images/J. Raedle

Czy zawinił system MCAS?

Niewykluczone, że przyczyną kłopotów z boeingami 737 Max 8 i Max 9 jest nowy system poprawy charakterystyki manewrowej (MCAS), która zapobiega nadmiernemu zadarciu dziobu tych maszyn, do czego mają skłonność. System ten uruchamia się automatycznie kiedy czujniki wykryją  potencjalnie niebezpieczne położenie samolotu w powietrzu i powoduje szybkie opuszczenie jego dziobu. Opracowano go dlatego, że w serii Max wprowadzono sporo zmian konstrukcyjnych z wymianą silników na większe i mocniejsze na czele, co jednak zmieniło położenie środka ciężkości i środka ciągu samolotu i jego inne zachowanie się podczas lotu niż maszyn poprzednich serii. Co ciekawe, w połowie przyszłego roku Boeing planuje wprowadzić na rynek najdłuższą wersję maszyn typu 737 pod nazwą 737 Max 10 dla 232 pasażerów, w których silniki zostaną znowu umieszczone w pełni pod skrzydłami, a nie trochę wysunięte przed nie jak w modelach Max 8 i Max 9, co powinno zmniejszyć problemy z aerodynamiką. W tej chwili jest około 580 zamówień na ten model.

Typ 737 był dla Boeinga od początku kurą znoszącą złote jaja. Dzięki zyskom z jego sprzedaży firma mogła finansować wiele innych projektów. Niezwykle nowoczesna linia produkcyjna boeingów serii Max w Renton niedaleko Seattle jest przedmiotem słusznej dumy koncernu, ale gdyby okazało się, że ta seria ma wady konstrukcyjne to dla Boeinga byłaby to iście hiobowa wiadomość, zagrażająca w jakimś stopniu jego istnieniu na rynku. Na razie kurs akcji Boeinga spadł o ponad 10 procent.