1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Wystawa w Berlinie. Rzeź Woli – nierozliczona zbrodnia

23 kwietnia 2023

Nowa wystawa w Instytucie Pileckiego w Berlinie na temat rzezi Woli pokazuje, jak trudno jest skazać za oczywiste zbrodnie. To przestroga także dziś, w czasach rosyjskiej wojny w Ukrainie.

https://p.dw.com/p/4QQW6
Dwa oblicza Heinza Reinefartha, dowódcy rzezi Woli, na wystawie w Instytucie Pileckiego w Berlinie
Dwa oblicza Heinza Reinefartha, dowódcy rzezi Woli, na wystawie w Instytucie Pileckiego w BerlinieZdjęcie: Anna Widzyk/DW

„Dostałam kulę w tył głowy, upadłam na stos trupów. Leżałam trzy dni. Trzeciego dnia poczułam ruchy dziecka” – opowiada w przejmującym nagraniu wideo Wanda Lurie, ocalała z rzezi Woli. Kobieta cudem przeżyła masakrę dziesiątek tysięcy cywili na Woli w Warszawie, dokonanej przez oddziały SS i policji niemieckiej na początku sierpnia 1944 roku, kilka dni po wybuchu Powstania Warszawskiego. Wanda Lurie była wówczas w zaawansowanej ciąży z czwartym dzieckiem. 5 sierpnia 1944 roku ona i jej troje dzieci byli wśród cywilów zapędzonych przez Niemców do fabryki „Ursus”, na miejsce masowych egzekucji. Ciężko ranna zdołała wydostać się z fabryki. Trójka jej dzieci zginęła.

Archiwalne nagranie z relacją zmarłej w 1989 roku Wandy Lurie, nazywanej polską Niobe, jest częścią wystawy, która w poniedziałek wieczorem (24.04.2023) zostanie otwarta w Instytucie Pileckiego w Berlinie. Przedstawia ona historię rzezi Woli i relacje świadków, ale koncentruje się na tym, że nikt nie został skazany za tę zbrodnię, uznawaną za największa masakrę ludności cywilnej w czasie II wojny światowej w Europie.

„Mniej amunicji niż jeńców”

„Co mam zrobić z cywilami? Mam mniej amunicji niż jeńców” – meldował 5 sierpnia 1944 roku przez telefon dowództwu 9. Armii Wehrmachtu SS-Gruppenfuehrer Heinz Reinefarth, dowodzący oddziałami, mordującymi cywilów na Woli. Meldunek ten widnieje na jednej z tablic na wystawie w Instytucie Pileckiego. Po chwili przechodzimy jednak do kolejnej części ekspozycji: powojennego nagrania wywiadu z Reinefarthem, wówczas już szanowanym obywatelem RFN i politykiem, który zaprzecza, jakoby wypowiedział takie słowa. Rozstrzelanie 5 sierpnia 1944 roku 10 tysięcy osób uważa on za „nierealne”. Twierdzi, że meldowano mu o rozstrzelaniach cywilów i już po wojnie, przy okazji procesów, jedynie „słyszał”, iż egzekucje miały miejsce. 

Meldunek Reinefartha z 5 sierpnia 1944 r. „Co mam zrobić z cywilami? Mam mniej amunicji niż jeńców”
Meldunek Reinefartha z 5 sierpnia 1944 r. „Co mam zrobić z cywilami? Mam mniej amunicji niż jeńców”Zdjęcie: Anna Widzyk/DW

W zestawieniu z relacjami świadków, fotografiami i mapami miejsc masowych egzekucji na Woli te słowa Reinefartha brzmią całkowicie niewiarygodnie. Wydają się oczywistym kłamstwem. Jednak nie uważali tak prokuratorzy we Flensburgu w Szlezwiku-Holsztynie, prowadzący w latach 60. ubiegłego wieku śledztwo w sprawie udziału Reinefartha w rzezi Woli.

 W 1951 roku Reinefarth został burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt, a w latach 1958-1967 był posłem do regionalnego parlamentu Szlezwiku-Holsztyna. Wszczęte na przełomie lat 50. i 60. XX wieku śledztwa w sprawie jego udziału w mordach na ludności cywilnej zostały umorzone – wobec braku wystarczających dowodów.

– To śledztwo było bardzo sfingowane. Wszyscy pomagali Reinefarthowi, aby nie został skazany – mówi DW dyrektorka berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego Hanna Radziejowska. Wystawa oparta jest na jej wieloletnich badaniach na temat rzezi Woli, rozpoczętych jeszcze w 2014 roku. Radziejowska mówi o nich jako o „przepracowywaniu” historii traumy i braku sprawiedliwości.

Jak wskazuje, wiele osób ze sztabu Reinefartha było „wysoko postawionymi postaciami” w RFN. – Mechanizm krycia siebie nawzajem jest bardzo widoczny. Z drugiej strony sam Reinefarth był bardzo dobrym prawnikiem – dodaje Radziejowska.

Hanna Radziejowska, dyrektorka Instytutu Pileckiego w Berlinie
Hanna Radziejowska, dyrektorka Instytutu Pileckiego w Berlinie Zdjęcie: Anna Widzyk/DW

Oczywiste zbrodnie

Badaczka zwraca też uwagę, że Reinefarth nie był ścigany za zbrodnie ludobójstwa czy zbrodnie przeciwko ludzkości. – Cały czas ścigano go za morderstwo. A by udowodnić morderstwo, trzeba znaleźć pistolet, udowodnić, że strzelał i trzeba mieć świadka. To nie był ten rodzaj zbrodni – tłumaczy. Wykorzystywano też ówczesną sytuację międzynarodową, sugerując, że Reinefarth to ofiara komunistycznej propagandy.

– Dziś, z perspektywy rosyjskiej inwazji na Ukrainę, powinna to być przestroga, jak trudno jest skazać za tak oczywiste zbrodnie – podkreśla Radziejowska. – Polakom wydawało się, że te zbrodnie były tak okrutne, że wszyscy ich sprawcy powinni zostać skazani. Jakim szokiem było to, że za większość nikogo nie skazano – dodaje.

31 lipca 2014 roku w ratuszu w Westerlandzie odsłonięto tablicę upamiętniającą ofiary Powstania Warszawskiego
31 lipca 2014 roku w ratuszu Westerlandu odsłonięto tablicę upamiętniającą ofiary Powstania Warszawskiego Zdjęcie: picture-alliance/dpa

Część materiałów, prezentowanych na wystawie w Berlinie pozyskano z Archiwum Krajowego landu Szlezwik-Holsztyn, gdzie ekspozycja była już pokazywana w zeszłym roku w nieco uboższej wersji. W zbiorach archiwów znaleziono m.in. unikalne zdjęcia wywołane w Warszawie w czasie powstania. Elementem wystawy jest także gra komputerowa „Łowcy cieni”, w której gracz wciela się w postać adwokata, mającego za zadanie doprowadzenie do skazania Reinefartha.

Wystawę będzie można oglądać do 15 października br. Towarzyszyć będzie jej program edukacyjny, w tym warsztaty dla młodzieży.